Spotkałam się wczoraj z Noelle i był to zaiste czas przezabawny. Zaczął się od próby spakowania prezentu - zajęło nam to mniej więcej 1,5 godziny, choć w zasadzie chodziło o jedną tylko rzecz. Same tworzyłyśmy karton, który wyszedł koślawy i raczej ośmiokątny niż prostokątny. Nasi ojcowie majsterkowicze byliby z nas dumni! Zaśmiewałyśmy się przy tym jak głupie, przez co odchodziły z nas siły i wszystko trwało jeszcze dłużej. Kiedy w końcu się nam udało, zaległyśmy w pozycji horyzontalnej i - opychając się czekoladowym ciastem - zaczęłyśmy rozważać nasze problemy towarzyskie oraz dochodzić prawdziwie genialnych rozwiązań! Każda z nas ma problem towarzyski - Noelle nie ma znajomych, ja się boję kontaktów z facetami. Rozwijając - ona ma problemy z nowymi ludźmi, trzyma się od lat tylko tych starych, nowych jakoś nie chce. Próbowałyśmy dociec, dlaczego ich nie chce i chyba mniej więcej nam się udało. Jest jednak pewna kwestia, która może być znacząca dla takiego stanu rzeczy. Wiele nowych osób, które się w otoczeniu Noelle pojawiają jest nieco... specyficznych. Ot choćby ostatnio - w przedszkolu poznała matkę koleżanki swojej córki i matka ta okazała się ździebko penerska - jest bardzo ekspresywna, przeklina i generalnie nie wydaje jej się chyba, że warto nad sobą panować, przynajmniej przy dzieciach. No i właśnie ona upodobała sobie Noelle i co dnia niemal proponuje jej wspólne spacery lub wprasza się na kawę. Noelle opiera się jak może, ale nie wie, jak ma z tego wybrnąć. Postanowiłyśmy więc jakoś temu zaradzić.
- Możesz zmienić godziny przychodzenia po dziecko.
- To nie jest rozwiązanie, a ucieczka przed problemem.
- Racja. Więc staw mu czoła!
- Jak?
- Powiedz jej, że nie chcesz się z nią zadawać.
- To nie brzmi dorośle.
- Mam!
- No?
- Możesz zacząć chodzić po małą w przebraniu!
Na to Noelle zrywa się z łóżka, biegnie do szafki, sięga z niej coś, odwraca się, po czym - kiedy już się pokazuje - mogę podziwiać ją w pięknych wąsach!
- Zrobiłam dla Didi, bo chciała być dziadkiem...
I zdychamy ze śmiechu przez kwadrans. Problem można uznać za rozwiązany. Zajmujemy się więc moim. Chodzi o to, że po ostatniej, kolejnej już akcji nie mam już złudzeń - szanse na to, żeby się tak po prostu znać z facetem są bliskie zeru. Ilekroć więc ktoś się pojawia na horyzoncie, tylekroć nie wiem więc, co mam robić.
- Te jego dwie maile dały mi do myślenia. Yy, dwa maile.
- Dwie maile, wiem wiem. Bo?
- Bo to ciekawy człowiek i warto się bliżej poznać, ale może nie aż tak blisko.
- A problem w czym?
- W tym, że nikt nie będzie zainteresowany chodzeniem sobie na kawkę i ploteczki. I jak tu sprawić, by nie uznał, że taka znajomość jest bez sensu? Utrzymać go przy sobie, ale nie tak, jakby może chciał?
- Hmmm...
- No właśnie.
- Wiem!
- No?
- Powiedz, że jesteś bi! Wszystko jest więc możliwe, ale akurat obecnie masz fazę na laski!
- Ty przebiegła lisico!
Kolejny problem rozwiązany. Jestem pewna, że powinnyśmy otworzyć poradnię. Znakomicie byśmy sobie poradziły. Tak twardo stąpamy po ziemi... Później włączyłyśmy sobie muzykę. Dla odmiany wybrałyśmy pozytywną. Radosne reggae niosło się po całym domu, a my bujałyśmy się wesoło, rozpatrując zostanie rastamankami. Wszystko jednak prędko prysło, gdyż zaczęłyśmy analizować losy wykonawcy.
- Ech, biedny Bob. Taki radosny i zobacz...
- No, mógł se jeszcze pomuzykować.
- Mógł mógł. Był taki mądry i piękny!
Ostatnio z Kamalą ekscytowałyśmy się natomiast Bryanem Adamsem.
- Ma taką fajną chrypę!
- I taki z niego niepokorny chłopiec!
- Ale zobacz, jaki progres! Jaramy się żywym facetem. Co z tego, że 60-letnim.
- No, idzie ku lepszemu! Zwykle nasze fascynacje nie żyją - Ciechowski, Morrison, Harrison...
Wczoraj jednak szybko pozbawiłam Kamalę złudzeń:
- Zakochałam się! Tym razem mój oblubieniec nie żyje od 35 lat!
To nie jest tak, że głupiejemy czy dziecinniejemy, prawda? To trochę dziwaczny sposób na radzenie sobie z problemami dorosłości. Obśmiać, wykpić, zneutralizować.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz