środa, 14 marca 2018

Bałkany

Na kilka miesięcy przeprowadzam się na innego bloga. Bo skoro wyjechałam, a jest jakiś konkurs na erasmusowego bloga, to tym bardziej głupio by było wszystkiego nie opisać.
A zatem:
https://nemapakebezfake.blogspot.hr/

A tu wracam na pewno, z początkiem lipca!

środa, 21 lutego 2018

Czuję się w obowiązku napisać, póki jeszcze tu jestem. Bardzo gęsty jest czas, głównie wewnętrznie, tak fizycznie, jak i psychicznie. Noelle, mała czarownica, przeczuła u mnie choróbsko, więc mogłam się zdiagnozować i już teraz wiem, dlaczego mi ciągle zimno, słońce razi jakoś bardziej, flaki bolą, a nastroje szaleją. I choć się z tym będę zmagać do końca życia, to cieszę się bardzo, że nie muszę się już zastanawiać nad tym, czy jestem hipochondryczką czy wariatką, bo nic z tych rzeczy. Nooo, odrobinę się to pewnie nakłada, ale tak czy owak, duży ciężar ze mnie spadł. Mam nadzieję, że wyprostuję jakoś to swoje kulawe ostatnio zdrowie i będę bardziej do zniesienia, dla siebie i świata. 
A poza tym Miki wysłał mi ostatnio książkę, która też mogłaby być w kanonie lektur. Wycieczka do dzieciństwa, bardzo nieprzyjemna, ale chyba konieczna dla wszystkich, których rodzice nie dali rady, bo zwyczajnie nie mieli czasu, bo nie radzili sobie z własnymi problemami, mieli depresję, zniknęli, pili, bili, krytykowali czy molestowali. Wszystko ich wina, nas - dzieci, nie. W naszym obowiązku leży natomiast zdanie sobie z tego sprawy i przepracowanie tego i w końcu pamiętanie o tym, że najczęściej nikt nie chciał źle. Najbardziej krzywdzimy wtedy, kiedy sami cierpimy. Przykro mi, że to często tak wygląda, a nie musi. Najbardziej zawsze boli to, że wie się, że mogłoby być inaczej, a jest właśnie tak. 

A w ogóle jest nieźle. Po 17 jest jeszcze jasno i można już biegać po lesie, choć błoto straszne. Idą wprawdzie mrozy, ale jakoś się tym nie przejmuję, bo nie wiem, czy mnie dopadną. Trochę szkoda mi tego, że przegapię wiosnę w moim mieście, ale nie można być wszędzie, a warto czasem być gdzie indziej. Może to żadne wielkie wydarzenie, ale dla kogoś kto ujeżdża co najwyżej po Polsce, taka eskapada jednak ma znaczenie. Zabawne, że kiedyś po Woodstocku, z głupia frant rzuciłam kilkoma przepowiedniami, wraz z rokiem, i proszę, się dzieje. Wprawdzie to nie ja miałam być pionierem, ale to już chyba nie jest istotne. 

No to zbogom!

czwartek, 8 lutego 2018

Nadal jest osobliwie. Mamy pewien problem, przez który nie bardzo da się normalnie żyć. Problem jest trochę od czapy i jakby nie z tego świata. Próbowaliśmy praktyk szamańskich i chrześcijańskich i póki co nic. I przez - wydawałoby się - drobnostkę, nie możemy normalnie żyć. A wcale niedużo nam wspólnego czasu zostało. Przykro.
Dziś znów był tłusty czwartek. To taka rocznica. Więc znów poszliśmy jeść pączki, znów w Zemście. Wszystko już było trochę inaczej. Miejsce to samo i stolik, i pogoda. Ale nawet pączki inne. I my inni i inaczej. Zagraliśmy w gry (przegrałam), poszliśmy na grzańca i na łyżwy (nadal nie umiem bez trzymania). Bałam się, co to będzie. Bo czasem jest wszystko w porządku, a potem zupełnie nagle nie jest, nie wiadomo, dlaczego, może przez tę dziwną sprawę. I odwrotnie, nagle znów wszystko jest na swoim miejscu. I dzisiaj było na swoim miejscu, cała układanka się dobrze ułożyła.
I dostałam takie malutkie pudełko po cukierkach, a w tym pudełku był cały ten rok. 12 miesięcy w jednym małym pudełku, w kieszeni.

niedziela, 28 stycznia 2018

Co za czas! Jestem obecnie w zawieszeniu między tym wszystkim, co tu, a tym nieznanym, co tam - na Bałkanach. Wciąż jeszcze nie jestem pewna, czy to się naprawdę stanie. Zabawne, że można wygłaszać swoje własne samospełniające się przepowiednie.
Było w styczniu dużo pracy. W zasadzie była ta praca już od sierpnia. Niektórzy tak długo organizują ślub i wesele i tyle w to wkładają serca, a ja włożyłam w konferencję. I zacna to konferencja była, mieliśmy kolorowe obrusy, świece, sitar, kadzidła, osobliwe referaty i miłą atmosferę. I hipisów-weteranów w tych akademickich okolicznościach. I nie wiem, co z tą kontrkulturą dziś. Nadal zmienia świat? Nie ma jej już? Będzie jeszcze znów? Dla mnie (nas) mam nadzieję, że zawsze, nawet w wymiarze donchichoterii, oddolnej walki ze złym światem i w eskapizmie wśród zielonych letnich łąk. To nie do końca o to chodzi, ale skoro nie można mieć wszystkiego...





***
A dziś krzyczą żurawie. Od wczoraj już krzyczą, chyba wróciły. Nie wiem, co takiego jest w tych ptakach, ale aż mi trzewia rozrywa przez nie. Nie od zawsze je słyszałam (co szokujące, nie wszyscy w ogóle je kiedykolwiek słyszeli), ale od paru lat czekam na ich krzyki. Zwykle wtedy kończy się zima, pachnie już łąką i uczuciem z dawnych lat, że się wszystko jeszcze może zdarzyć.

piątek, 29 grudnia 2017

aquarius?

Mam takie wrażenie, że w kontrkulturowym zrywie starano się zmienić świat, dziś natomiast wmawia nam się, że świat jest w porządku i jeśli się komuś coś nie podoba, to znaczy, że z nim jest coś nie tak i nad sobą ma pracować - nad swoim nastawieniem, traumatycznym dzieciństwem, stylem życia, dietą, whatever. I mam też wrażenie, że to strasznie gówniane.

Przeczytałam "Sztukę kochania" Wisłockiej. Tyle lat minęło, a wciąż wiele jest do zrobienia. Kiedy przypominam sobie swój WDŻR to widzę zajęcia z katechetką (!), głównie o podpaskach, bo nawet nie o tamponach oraz drugą część - z matematyczką: że seks to niechciana ciąża i choroby weneryczne plus pogadanka o ewentualności przyjaźni damsko-męskiej. To wszystko. Nie rozmawiali z nami o seksie ani w szkole ani w domu. W efekcie sprawy poszły do przodu o tyle, że wiemy już, skąd się biorą dzieci i jak nie złapać aids. I to z grubsza tyle. Potem zdarza się, że ludzie myślą, że mają odpowiednie sprzęty i to wystarcza, wszystko będzie przebiegało jak w hollywoodzkich filmach. Rach ciach ciach i superodlot. Nikt się nie przejmuje szczegółami technicznymi czy komunikacją. No bo jakie tu mają być szczegóły? Jest taka część, pasuje do takiej i nie ma wielkiej filozofii w tym. No i jaka komunikacja? To jest temat tabu, od dziecka, nazewnictwo nawet jest wulgarne albo głupie, więc jak o tym gadać? Plus wielki mur wstydu. Więc potem on myśli, że ona zawsze może i że to, co i jak robi wystarczy, ona nie umie powiedzieć, że nie, pokazać też nie za bardzo, liczy, że on się domyśli, on się nie domyśla, ona się zniechęca, zamyka, on się zniechęca, żadne nie jest zadowolone. W oparciu o dzisiejszą rozmowę z Wiceprezesem - takie kwiatki też w związkach homo. Słabo.

Czytam też "Wannę z kolumnadą" Springera i widzę tam te wszystkie okropne budynki straszące w Polsce. Doprawdy nie wiem, jak jest poza Polską, ale czuję, że bloki w kolorze tęczy to nie najlepszy pomysł, nowoczesne galerie wśród zabytkowych kamieniczek podobnie, tak samo jak szklano-drewniany blok pośrodku starego osiedla ze wielkiej płyty. I jest brzydko. Ale to też nie jest istotne przecież. Trzeba budować wszystko jedno jak, byle się sprzedawało i trzeba mieszkać również wszystko jedno jak, byle mieszkać. Nie musi być ładnie. Zresztą - srylion kolorów na jednym bloku to ładnie, prawda? Lepiej niż szarość. O rany. Ale o tym też nikt nam nie mówił, bo najważniejsze, żeby tłuc w każdej klasie historię żyznego półksiężyca i potop szwedzki.

Takie sprawy jak to, w jaki sposób dbać o środowisko, jak działać, żeby mieszkać ładnie, jak się kochać, żeby się od siebie nie oddalać są przecież nieistotne. I potem jeśli ktoś jest dociekliwy/inteligentny/ma wrodzony zmysł lub szczęście spotkania na swojej drodze bardziej świadomych ludzi - ma farta i zobaczy więcej, może nawet coś uda mu się zmienić. Ale nie każdemu się przydarzy. A to wszystko jest przecież nasze, wspólne. I tego też się nie mówi.

Podsumowując, byłoby całkiem nieźle, gdyby tego typu pozycje znalazły się w kanonie lektur.
Moja matka widząc mnie czytającą Wisłocką powiedziała 'o, czytasz Wisłocką. fajna książka. ale może nie czytaj, bo tak się uświadomisz, że już nic ci się nie będzie podobało'. Lepiej nie drążyć?

Poza 2 książkami obejrzałam też 2 filmy, wolnego wreszcie trochę. Mr. Nobody po raz X. Wielbię ten film. Zawsze daje tyle pytań i odpowiedzi. I cóż, wiem doskonale, co/kto jest moją Anną. Tylko co z tego. Gmatwa się wszystko tak bardzo i nawet niepozorne wybory niosą tyle konsekwencji. Nemo i Anna. Ale poza tym - każda relacja tam, każda ścieżka z początku wydawała się dobra, a potem? Obcość. Czy czas zacznie kiedyś płynąć wstecz i wszystko się wygładzi, wyprostuje, rozpogodzi? Byłoby wspaniale.

Melancholia. Von Trier niezawodny, przynajmniej jak dla mnie. Zło i obłuda - choć przecież świat nie zawsze tak wygląda. Ale często się zdarza. Więc czy ma sens dłuższe istnienie tego wszystkiego? Zastanawiam się, co bym zrobiła ze swoim czasem, gdybym wiedziała, że za 5 dni się skończy  - nie tylko mój czas, ale czas generalnie, skończy się wszystko dla wszystkich. Trwoga i troska. Miałoby sens jeszcze troszczyć się o sens?
- Gdyby zostało 5 dni, rzuciłbym doktorat.
- Ja też, z rozkoszą.

Tak czy owak, zdaje mi się, że coś poszło nie tak. Mamy drugą dekadę XXI wieku, wycinamy lasy, zabijamy zwierzęta, nie lubimy siebie i siebie nawzajem, wokół nas jest brzydko i między nami jest brzydko, stawiamy mury, nie uśmiechamy się do siebie, nie umiemy ze sobą rozmawiać, ars amandi jest abstrakcją, jest bieda i głód i tony marnowanego jedzenia. Na szczęście wydaje mi się też, że zaczyna się to powoli zmieniać, jak gdybyśmy zaczynali wychodzić z jakiejś złej, nieludzkiej ery. Nie wiem tylko, czy pójdzie nam na tyle szybko, żeby naprawić to, co spierdoliliśmy.

A jak nie: