poniedziałek, 22 grudnia 2014

horror show

W wyniku swojej dotychczasowej opieszałości i ignorancji mogę się niezmiennie pochwalić niesamowitymi wręcz brakami w edukacji. Wstyd się przyznać, że niektórych książek nie czytałam, niektórych filmów nie widziałam, mimo swojego niemłodego już wieku. O jednej takiej pozycji przypomniał mi nieświadomie jeden z towarzyszy moich, potem jeszcze gdzieś wyczytałam, że to w sumie słabe, więc dłużej czekać nie można było, o braciszkowie moi. Trzeba było sprawdzić.
Jeśli ktoś jest mniejszym ignorantem niż ja, to wie już, że o "Mechanicznej pomarańczy" mówię. Filmu oczywiście nadal nie widziałam, ale spodziewam się, że to historia podobna będzie jak z "Lśnieniem", czyli niby wiernie, ale inaczej, a i puenta nie ta. Przeczytałam za to książkę i... o masakro! Burgess nieźle się zabawił z językiem, a Stiller nieźle tę zabawę na nasz język zacny przełożył. Pierwsze 10 stron czytałam prawie godzinę, bo się zrozumieć nie dało prawie że nic, takim to dziwnym slangotworem pisane. Później czytałam już w miarę płynnie i oczywiście naiwnie, wstrząśnięta bowiem byłam przeważnie nie na żarty.  Cóż za sceny dantejskie! A potem jakie zagwozdki filozoficzne! No bo jak, dobro płynie z wewnątrz? Z środka naszego? Czy skądś indziej? Czy do dobra można kogoś zmusić? Nie do końca to jest jasne. W książce niby się okazuje, że niezbyt, choć zakończenie jest dyskusyjne. No i co, młodość to takie siedlisko głupoty i zła potencjalnego? O rany rany, straszna książka pod każdym względem. Nie, nie że zła, tylko okropna po prostu. Nie da się normalnie patrzeć na ludzi, bo się potem wszędzie takich Alexów widzi. Dobrze, że już skończyłam.
Ostatnio jednak wpadłam do biblioteki jak mały ćpun i nabrałam sobie tyyyle książek, które też mi pewnie w głowie solidnie namieszają, że nie ma wcale pewności, czy jestem już bezpieczna.

***
Z najnowszych wieści - właśnie zadzwoniłam okrzyczeć jedną panią analfabetkę, która nie opanowała dostatecznie umiejętności czytania. Mam też już z powrotem mojego kompa, a wraz z nim zapomniany przez cywilizację komunikator. Poza tym pokleiłam się żywicą okropnie i nie mogę się doczyścić. A jeszcze poza tym dla równowagi z tą pomarańczą nieszczęsną, wczoraj sobie baśń obejrzałam o dziadku do orzechów i to w operowym kontekście. Przybiegłam na ostatnią chwilę (wypadki, kolizje. uważajcie, na Boga!) do moich towarzyszy, wyczekujących mnie pod wielkim naszym teatrem, w skonstruowanej 2 godziny wcześniej kiecce. I sobie byliśmy w operze, o. To ten nasz geniusz niedoceniany i uniwersalność ogromna. Jesteśmy do tańca i do różańca, można się z nami odchamić i można się z nami schamić. Polecam się na każdym szczeblu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz